czwartek, 24 kwietnia 2014
Poskładany
środa, 23 kwietnia 2014
Kokpit
Nad zejściówką przypasowałem wstępnie sklejkę, która będzie daszkiem nad kokpitem, z góry zasłania pół zejściówki, wbrew pozorom nie przeszkadza we wchodzeniu do środka. Bo bokach zejściówki, spasowałem dwa sklejkowe trójkąty, w których wytnę rączki, jednocześnie będą pełnić funkcję podpory pod daszek. Na załamaniu siedzenie - bok wanny kokpitu zrobię handreling, by było się czego złapać. Całość po wyschnięciu żywicy pofiletuję epoksydowym kitem.
Cześć rufowa zamknięta przeznaczona na komorę wypornościową zaimpregnowałem epinoksem12.
Pozdrawiam Piotr
środa, 16 kwietnia 2014
wszystkie ręce na pokład
Boczki kabinki zukosowałem. Na górę sklejka i gotowe. Dorobię węzłówki pośrednich pokładników. Od razu porobiłem część fug. Jutro też jest dzień, dokończę.
Zrobiliśmy dzisiaj małe wietrzenie Atoma. Fajnie wiało z północy. Korciło zwodować, oj korciło.
Łódź moja tak mała a morze tak wielkie jest.
Wszystkiego najlepszego. Piotr
Morze na horyzoncie
Tak jak kiedyś pisałem, zabudowa moje Setki sprowadzi się do dwóch koi (hundkoi) i szafki od burty do burty przed grodzią masztową. Wydumałem by zamiast szafek, drzwiczek i innych pierdół, zrobić szuflady między kojami. Szuflady ze skrzynek. Chodziłem szukałem jakiś sensownych, pod wymiar. I, i znalazłem. Skrzynki na produkty mleczne. 300 na 400 różne wysokości. W pamięci mam jak, rano pan z paki Stara, hakiem ciągnie i zwala cały słupek takich skrzynek pełnych mleka w foliowych torebkach. Mocne. Znalazłem, szare, elegancke. Mogą być wiadrem, miską. Jeździć będą po cienkich listewkach dziób-rufa. By nie poleciały na orbitę przytrzymam je gumową linką. Koje zrobiłem ze sklejki 6mm. 210 długie 70 szerokie, wygodne aż miło. Przed modułem kuchenno-nawigacyjnym zrobię możliwość podniesienia kawałka podłogi do poziomu koi. W ten sposób mogę odpoczywać w poprzek a nie tylko wzdłuż. A podłoga ponoć najwygodniejsza. Kiedyś jak pływałem na Polonii na dziobie były takie fajne trumienki (znaczy koje), z bardzo wysokimi sztorm dechami. Wystarczyło się lekko zaprzeć i odpłynąć po wachcie.
poniedziałek, 17 marca 2014
"filetowanie"
Jak mówi tytuł posta:-) bawiłem się epoksydowym kitem. Wypełniłem fugą wszystkie łączenia wzdłużników, wręg i poszycia. Jednorazowo mieszałem około 400 gram żywicy + utwardzacz, do tego a ze dwie garście włókien bawełny, dwie aerosilu i do pełnego smaku cierpliwie zbieranego pyłku ze szlifowania. Taki gesty majonez ( nie może płynąć) pakujemy do torebki foliowej ( nie reklamówki, dobra jest mocna śniadaniowka), oczywiście nie ładuje wszystkiego. Jeden rożek ucinam ca 5 mm. Jednym ruchem bawiąc się w cukiernika wyciskam wzdłuż spoiny. Szybko i czysto. Taki epoksydowy wałek równam łyżeczką do herbaty (jednorazowy plastik) - wzdłużniki pośrednie, wzdłużniki główne i grodzie łyżką do zupy. Idealne łuki. Nadmiar poza ścieżką usuwam szpachelką. Czysto i szybko. Przy okazji dopasowałem i wkleiłem denniki. W grodzi podmasztowej wyciąłem otwory do "bagażnika" dziobowego. Na tą chwilę to tyle. A, w zeszłym tygodniu spotkaliśmy się grupą setkowo polonezową. Zacne towarzystwo.
